Menu

Zakochana w słowach

" Tabula rasa et plana et polika " - Albert Wielki

OPOWIADANIE - Widma Nocy (2/3)

nastjabooks

girl690327_1280

Pierwsza część Widm Nocy kliknij tutaj

 

 

Część 2. - To nie koszmar – to prawda.

 

Chyba nikt naprawdę nie wie, co to znaczy bać się, dopóki jego dziecko nie zacznie nagle krzyczeć w nocy.”

- Stephen King „CHRISTINE”

 

Max, odkąd się położył, ani na chwilę nie zamknął oczu. Cały czas czuł jakiś wewnętrzny lęk, który nie pozwalał mu zasnąć. Wciąż widział złowrogo wyglądające cienie, rzucane przez drzewa, rosnące za oknem. Przypominały zakrzywione pazury wiedźm, które próbowały go dosięgnąć z całych sił. Serce tłukło mu się w piersi jak oszalałe. Nienawidził tego domu, nienawidził tego miejsca, i jak najszybciej chciał wrócić do milutkiego mieszkanka w centrum Nowego Jorku, w którym spędzili ostatni rok.

Chciało mu się do łazienki, ale bał się wychylić spod kołdry. Naciągnął ją po sam czubek głowy, zostawiając tylko maleńki otwór na powietrze. Zacisnął dłonie na poduszce, próbując opanować oddech i wtedy je usłyszał – szepty, które sprawiły, że poczuł na plecach ciarki. Chciał zawołać rodziców, ale bał się wykonać jakikolwiek ruch. Mama pewnie jeszcze nie spała. Max znał ją na tyle, żeby wiedzieć, iż kończyła pisanie dopiero grubo po północy. Leżał jak sparaliżowany; starał się jak najciszej oddychać.

- To ten nowy – usłyszał jakby lekko stłumiony męski głos.

- Tak, przyjechali dzisiaj. - Tym razem odezwała się kobieta.

Max mocno zacisnął powieki. Był śmiertelnie przerażony. Nawet nie chciał sobie wyobrażać, kogo mógłby zobaczyć, gdyby tylko odsłonił kołdrę.

- Myślisz, że będzie dobry?

Głośne, przeciągłe westchnienie.

- Nie, tak mi się przynajmniej wydaje – wyszeptała kobieta. - To chłopiec. Wiesz, że zawsze pragnęliśmy dziewczynki.

- Masz rację. Nie jego szukamy. Ona będzie z nich wszystkich najlepsza. Wracamy.

Zapanowała cisza. Max powoli otworzył oczy i delikatnie odchylił kołdrę. Zobaczył dwie prawie przeźroczyste postacie, trzymające się za ręce. Poruszały się bezszelestnie. Po chwili zniknęły; dosłownie rozpłynęły się w powietrzu.

Mężczyzna i kobieta.

Widma Nocy.

Max drżał ze strachu. Po jego policzkach spływały gorące łzy. W końcu krzyknął – dźwięk, który wydobył się z jego dziecięcego gardła, echem odbił się od ścian. Brzmiał jak rozpaczliwe wołanie o pomoc.

Po chwili do sypialni wpadli przestraszeni rodzice.

- Max! - zawołała mama, podbiegając do łóżka.

Chłopiec objął ją ramionami i wtulił zapłakaną twarz w jej szyję. Ojciec stał przy drzwiach i przyglądał się tej scenie, niepewnie rozglądając się po pomieszczeniu.

- Co się stało? Dlaczego krzyczałeś? - dopytywał.

Max odsunął się od matki. Wciąż się trząsł, mimo że wiedział, iż z rodzicami nic mu nie grozi.

- Oni… Oni tu byli… W moim pokoju – wyjąkał z trudem. - Szeptali, a potem zniknęli. Byli przeźroczyści.

Rodzice wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Max wiedział, co za chwilę odpowiedzą.

- Skarbie – zaczęła matka, ścierając łzy z jego policzków. - To tylko zły sen. owy dom, nowy pokój. To zupełnie normalne, że masz koszmary.

- Ale… - zaczął Max.

- Idź spać – przerwał mu ojciec. - Zostawimy zapalone światło. Pamiętaj – to tylko koszmar.

- Śpij – powiedziała matka. Złożyła delikatny pocałunek na czole dziesięciolatka i wstała z łóżka.

Max nie był już tak bardzo przestraszony, jak wcześniej. Teraz czuł wzbierającą frustrację i był zawiedziony zachowaniem rodziców.

Obserwował jak oboje wychodzą z pokoju, posyłając mu jeszcze pocieszające uśmiechy.

Położył głowę na poduszce i zapatrzył na zapaloną lampkę. Coś nie dawało mu spokoju. Doskonale pamiętał rozmowę, która kilka minut wcześniej miała miejsce w jego pokoju. Widma powiedziały, że nie szukają chłopca tylko dziewczynki. Czy to znaczyło, że był bezpieczny? Lily – ona będzie wiedziała, pomyślał.

Postanowił, że jutro ją o wszystko wypyta. Coś mu podpowiadało, że ta dziwna dziewczyna z ciemnymi loczkami, wiedziała więcej niż mu powiedziała. Ta myśl – o dziwo! - go uspokoiła. Poczuł, że jego powieki robią się ociężałe. Pozwolił im opaść. Po kilku chwilach oddychał miarowo, otulony ramionami Morfeusza.

 

***

Max obudził się kilka minut po ósmej. Mimo że miał za sobą ciężką noc, czuł się wypoczęty. Zbiegł po skrzypiących, drewnianych schodach na dół, i zastał rodziców jedzących śniadanie.

- Już wstałeś? - zdziwiła się mama.

- Tak – powiedział Max, nalewając do zielonej miseczki mleka, i wsypując płatki w kształcie misiów.

- Miałeś jeszcze jakieś koszmary? - zagadnął ojciec.

- Nie, nic mi się później nie śniło.

Tak, jak podczas kolacji, rodzice Max’ a prowadzili ożywczą rozmowę, a on w ciszy jadł rozmiękłe płatki.

Już prawie kończył, kiedy do jego uszu dobiegł dźwięk syreny. Upuścił łyżeczkę na podłogę. Rodzice patrzyli na niego ze zdziwieniem, kiedy wstał od stołu i ruszył w stronę okna. Pod domem Lili stała karetka. Jakaś kobieta płakała, a wysoki starszy mężczyzna ją przytulał. Max po chwili uzmysłowił sobie, że te rodzice Lili. Kiedy poczuł na ramieniu dłoń swojej mamy, dotarło do niego coś jeszcze; coś, co sprawiło, że serce zaczęło mu walić jak oszalałe, a po ciele rozeszły się nieprzyjemne dreszcze – to nie po niego wczoraj przyszli, szukali dziewczynki, a tą dziewczynką była Lili.

 

***

Lili odeszła w nocy. Przynajmniej tak powiedziała mama Max’ a po rozmowie z rodzicami dziesięciolatki. Rano znalazła ją starsza siostra. Podobno wyglądała jakby spała. Lili nie chciała się obudzić, a kiedy do domowników dotarło, że dziewczynka nie oddycha, wezwali pogotowie. Na to było jednak za późno. Umarła. Lekarz powiedział, że to mógł być atak astmy, na którą dziewczyna chorowała od urodzenia.

Max nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Pragnął cofnąć czas i ostrzec Lili, że to jej szukają Widma Nocy. Astma nie miała z tym nic wspólnego – to oni przyszli, skrzywdzili ją, a potem odeszli. Chłopiec chciał powiedzieć o tym rodzicom, ale wiedział już jak by zareagowali. Może wysłaliby go do psychologa, jak zrobili to w tamtym roku, gdy co noc budził się z krzykiem? Wolał nie ryzykować. To była tajemnica jego i Lili – mroczna tajemnica, której nikomu nie mógł wyjawić, bo żaden dorosły by mu nie uwierzył.

Stracił przyjaciółkę; jeszcze nie zdążył jej dobrze poznać, a ona już zniknęła. Bez słowa wypłakiwał się w ramiona rodziców. Milczenie było jedyną rzeczą, która mu teraz pozostała.

To nie był koszmar – to działo się naprawdę, powtórzył w myślach, cały czas mając przed oczami roześmianą twarz Lili.

 

_________________________________________________________________________________________

Nie wyrażam zgody na: kopiowanie, wykorzystywanie i rozpowszechnianie bez mojej wiedzy i zgody wszelakich prac zamieszczanych na mojej stronie zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

 

 

 

© Zakochana w słowach
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci