Menu

Zakochana w słowach

OPOWIADANIE - Nie bój się strachu ( część 9. ) RETURN

nastjabooks

man979980_1920

Emma i Matt wstali punkt ósma rano. Obudził ich deszcz walący w szybę jedynego okna w pokoju dziewczyny. Dzień zapowiadał się deszczowo i ponuro. Był jako horroru, który rozgrywał się w ich życiu.

W ciszy jedli śniadanie. Dziewczyna wciąż czuła ból w przełyku i z trudem połykała kolejne kęsy jedzenia. Siniaki na twarzy Matta dzisiaj były jeszcze bardziej widoczne. Bali się tego, co może na nich czyhać w niedalekiej przyszłości. Może sekta znowu naśle na nich swojego członka widmo, który tym razem nie będzie litościwy i najzwyczajniej w świecie zabije ich, aby więcej nie wchodzili w drogę wyznawcom Et sacrificium Domini?

- Hektor musi nam pomóc. Sami nie damy rady; nie po tym, co nas spotkało w nocy – jęknęła Emma. – Teraz będzie już tylko gorzej.

- Trzeba go jakoś przekonać. Moja głowa nie zniesie więcej spotkań z twardą ścianą. – Dotknął opatrunku na czole i od razu się skrzywił.

- Bardzo cię boli?

- Nie, tylko wtedy, gdy marszczę czoło albo dotykam opatrunku.

- O której jedziemy do Hektora? – zapytała dziewczyna, nie chcąc dłużej rozmawiać o napaści na Matta.

Kiedy tylko przypominała sobie wydarzenia sprzed kilku godzin, robiło jej się niedobrze. Wciąż czuła ręce widma zaciskające się na jej gardle. Miejsce oparzenia na ręce nadal ją piekło i nieprzyjemnie pulsowało.

- Nie wiem. Może o dziesiątej? Jego mama wychodzi wtedy do pracy.

- Czyli mamy jeszcze dwie godziny. Pójdę wziąć prysznic – oznajmiła, wstając od stołu. – Ty możesz skorzystać z łazienki w sypialni rodziców. Czyste ręczniki leżą na szafce obok umywalki.

- Dobrze, dzięki – powiedział. – Z pewnością przyda mi się gorąca kąpiel.


***

Emma rozebrała się i weszła do kabiny. Na szkle zaczęła tworzyć się para, a małe kropelki wody powoli toczyły się w dół, zostawiając po sobie wąską ścieżkę. Na włosy nałożyła szampon o zapachu leśnych owoców. Ciepły strumień wody uderzał delikatnie w jej nagie plecy, a ona czuła się niesamowicie odprężona. Odchyliła głowę do tyłu i zamknęła oczy. Nocne wydarzenia odeszły w niepamięć. Dziewczyna skupiła się na tym, że jej przystojny chłopak jest w pokoju obok i tak jak ona, również bierze w tej chwili prysznic. Ta myśl napawała ją nie tylko podnieceniem, ale również spokojem.

Stała tak, dopóki woda nie zrobiła się zimna. Dopiero, gdy zaczęła dygotać, a skóra pokryła się gęsią skórką, wytarła się ręcznikiem i opatuliła grubym, bawełnianym szlafrokiem.


***

Matt, wchodząc pod cudzy prysznic, czuł się trochę nieswojo. Spotkanie z widmem wciąż tkwiło mu w pamięci; było jak zadra pod skórą, której nie sposób ruszyć, bo wywołuje niesamowity ból. Wmawiał sobie, że jest facetem, a mężczyźni powinni być odważni, a przy tym także waleczni, jednak strach wciąż miał go w swojej pajęczej sieci. Kiedy strumień gorącej wody otulił jego nagie ciało, napięte mięśnie powoli zaczęły się rozluźniać. Zaczął myśleć o Emmie i o tym jak po raz pierwszy ją zobaczył; już wtedy wiedział, że stanie się dla niego ważna. Pamiętał jak pierwszego dnia liceum wbiegła spóźniona do klasy i zdyszana zajęła miejsce obok niego na angielskim. Przez całe zajęcia przyglądał jej się ukradkiem. Pierwsze, co zauważył, to duże ciemnobrązowe oczy. Za każdym razem, gdy na niego patrzyła, czuł jakby przenikała go na wskroś i zaglądała w głąb jego duszy. Strasznie go to pociągało. Przypomniał sobie również pierwszą klasową wycieczkę do zoo, podczas której Emma skręciła sobie nogę, a Matt jako jedyny stwierdził, że odpuści sobie oglądanie zwierząt i poczeka z dziewczyną na przyjazd jej rodziców. Nie rozmawiali wtedy dużo, ale te kilka zdań, które ze sobą wymienili, upewniły go tylko w przekonaniu, że Emma mu się podoba. Wciąż zastanawiał się, dlaczego tak długo zwlekał z wyznaniem jej swoich uczuć. Może bał się odrzucenia, albo tego, że nie będzie dla niej wystarczająco dobry? Nie – pomyślał. – Po prostu byłem strasznym tchórzem.

Woda zaczęła robić się zimna, więc zakręcił kurek i wyszedł z kabiny. Wziął ręcznik z szafki, o którym mówiła Emma i przewiązał się nim w pasie. Zerknął na swoje ubranie leżące na podłodze. Zarówno koszulkę jak i spodnie zdobiły zaschnięte plamy krwi. Nie miał zamiaru tego zakładać. Będzie musiał poprosić Emmę o jakieś czyste rzeczy. Wiedział, że jej starszy brat wyjechał ze swoją dziewczyną do Londynu, ale może zostało po nim kilka czystych ubrań? Miał przynajmniej taką nadzieję. Nie chciał iść do Hektora, przewiązany samym ręcznikiem. Kiedy wyobraził sobie minę chłopka, mimowolnie parsknął śmiechem.

Podszedł do lustra i ręką starł parę, która zdążyła pokryć szkło. Dokładnie obejrzał wszystkie siniaki, które zdobiły jego twarz. Doszedł do wniosku, że nie wyglądają tak źle. Jedynie rana na czole wciąż dawała o sobie znać. Nawet podczas zwykłego mrugania, niesamowicie piekła i szczypała. Zastanawiał się jak wytłumaczy swój wygląd rodzicom. Może powie, że wpadł na drzwi, albo zaliczył upadek na schodach? Nie miał pojęcia…


***

Emma wyjęła z szafy pierwsze lepsze dżinsy i koszulkę z nadrukiem Star Wars, którą w ramach zemsty dostała od brata na piętnaste urodziny. Szybko przeczesała szczotką mokre włosy i kiedy odwróciła się do drzwi, prawie krzyknęła. Na szczęście to był tylko Matt. Dziewczyna gapiła się na niego i była pewna, że z zachwytu rozdziawiła usta. Chłopak stał przepasany tylko ręcznikiem. Włosy miał mokre i zmierzwione. Wzrok Emmy automatycznie zjechał na brzuch Matta. Miał doskonale wyrzeźbione mięśnie.

- Masz może dla mnie jakieś zastępcze ubranie? – spytał niepewnie. – Tamto jest zakrwawione – wyjaśnił szybko.

Emma zorientowała się, że gapi się jak idiotka. Zganiła się w myślach i spuściła zawstydzony wzrok na podłogę.

- Jasne. Zajrzę do pokoju Willa. Na pewno coś zostawił.

- Emmo?

Spojrzała na chłopaka. Jego usta wygięły się w szerokim uśmiechu, kiedy się do niej zbliżył. Stał tak blisko niej, że czuła ciepły oddech Matta na swojej twarzy.

- Kocham cię – powiedział, po czym namiętnie ją pocałował. Emma natychmiast odwzajemniła pocałunek. Przesunęła palcami po napiętych mięśniach brzucha Matta. Przycisnęła go mocniej do siebie. Trwali tak jeszcze przez chwilę, dopóki chłopak się nie odsunął. Miał zaróżowione policzki i przyśpieszony oddech, ale wciąż się uśmiechał.

- Może lepiej idź po te ubrania, bo jeszcze chwila i nigdy cię stąd nie wypuszczę. – Emma czuła na sobie jego pożądliwy wzrok. Tak bardzo go teraz pragnęła, ale wiedziała, że w tej chwili nie powinni myśleć o przyjemnościach. W końcu mieli do pokonania XVIII – wieczną sektę.

- Jasne, zaraz wracam – odparła. Zatrzymała się jednak przy drzwiach. – Też cię kocham – wyznała i dopiero teraz wyszła na korytarz. Nie spojrzała na swojego chłopaka, ale i bez tego wiedziała, jak szeroko musi się teraz uśmiechać.

W szafie Willa znalazła szare dresy i czarną koszulkę. Była pewna, że te rzeczy będą pasować na Matta.

- Proszę – powiedziała, wręczając je chłopakowi.

- Dzięki.

Tym razem Matt skorzystał z jej łazienki. Szybko wciągnął na siebie rzeczy i wrócił do pokoju Emmy.

- Mamy jeszcze 40 minut – poinformowała. – Zrobię kawę. Z niewyspania boli mnie głowa. Chcesz?

- Poproszę. Od rana mam wrażenie, jakby jedna półkula mojego mózgu, wciąż jeszcze spała.

Emma się zaśmiała. Uwielbiała poczucie humoru Matta. Dzięki niemu nie czuła się aż tak spięta.

 

***

Aromat świeżo zaparzonej kawy, wypełnił kuchnię. Emma wpatrywała się w ciemny płyn, jakby miał jej powiedzieć, co powinni zrobić. Para unosząca się z kubka przypominała macki ośmiornicy, które próbują chwycić ofiarę. Upiła łyk i poczuła jak ciepły płyn rozgrzewa ją od środka. Kofeina już zaczynała krążyć w jej żyłach; energia powoli napełniała ciało. Zerknęła na Matta. On również gapił się w kubek, jakby za chwilę miał usłyszeć jakąś dobrą radę.

- O czym myślisz? – spytała. Ta cisza zaczynała ją irytować.

- Boję się, że się nie uda – powiedział tylko, nie odrywając wzroku od parującego kubka.

Emma przykryła ciepłą dłoń Matta swoją. Dopiero teraz chłopak na nią spojrzał. Minę miał jakby dźwigał coś ciężkiego.

- Daliśmy radę znaleźć szczątki chłopca, więc damy radę i z tym.

Matt pokręcił głową.

- Nie, to był łut szczęścia… Wtedy nie było żadnego widma, które ciskało mną o ścianę.

Dziewczyna domyśliła się, że to, co miało miejsce w gabinecie jej ojca sprawiło, że Matt, który wcześniej się nie bał, teraz był przerażony tak, jak ona.

- Ja też się boję, wiesz? Nie wiemy, co jeszcze na nas czeka, ale mimo że wcale mi się to nie podoba, musimy to jakoś powstrzymać.

Mocniej ścisnęła rękę chłopaka. Na jego twarzy zaczął błąkać się cień uśmiechu.

- Damy radę – powiedział bardziej do siebie niż do Emmy. – Musimy skończyć to, co zaczęliśmy.

- Tak, musimy – zgodziła się.

 -----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Jeśli chcesz być na bieżąco z postami, polub fanpage na Facebooku ( kliknij tutaj!/ )

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nie wyrażam zgody na: kopiowanie, wykorzystywanie i rozpowszechnianie bez mojej wiedzy i zgody wszelakich prac zamieszczanych na mojej stronie zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

© Zakochana w słowach
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci