Menu

Zakochana w słowach

" Tabula rasa et plana et polika " - Albert Wielki

OPOWIADANIE - Nie bój się strachu ( część 8. ) RETURN

nastjabooks

book1905891_1920

Emma ziewnęła. Dochodziła druga w nocy. Matt też wyglądał jakby za chwilę miał odpłynąć. Przejrzeli dopiero jedną trzecią zbiorów dotyczących okultyzmu i demonów, ale na razie nie natrafili na nic przydatnego. Chłopak sięgnął po kolejną książkę zatytułowaną: „Rytuały poświęcenia – co zrobić, gdy…”. Zdmuchnął kurz z okładki i zajrzał na stronę ze spisem treści. Jego wzrok zatrzymał się na rozdziale zatytułowanym OFIARY.

            - Emma?

            - Tak? - Dziewczyna podniosła głowę znad książki i spojrzała na Matta.

            - Chyba coś znalazłem.

            Emma przesunęła się bliżej niego i zerknęła mu przez ramię.

            - Czytaj.

            Chłopak odchrząknął i zaczął odczytywać tekst zapisany drobnym, pochyłym pismem:

            - Rytuał ofiary jest czynnością, którą powinno wykonywać się w miejscu, gdzie moc sił nadprzyrodzonych jest najsilniejsza. Żeby to zrobić, nie potrzebujesz żadnej inkantacji, a tym bardziej przedmiotów, tj. świec. Poświęcenie musi wynikać z czystości serca, co jest równoznaczne z czystością duszy. W momencie, gdy niewinna osoba sama złoży się w ofierze, granica oddzielająca świat żywych od umarłych zostanie wzmocniona, a siły nieczyste nie będą w stanie wrócić do naszego wymiaru.

            Matt skończył czytać i spojrzał na Emmę.

            - To nie brzmiało dobrze – odparła w końcu.

            - Myślisz, że ta ofiara to musi być ktoś żywy?

            - Wydaje mi się, że tak. Ofiara z czystą duszą i sercem musi dobrowolnie oddać życie.

            Matt zamknął książkę i odłożył ją na miejsce.

            - Czyli nadal nie mamy nic.

            Emma spojrzała na swoje zaciśnięte pięści.

            - Na to wychodzi – westchnęła. – Chodźmy już spać. Mam dość na dzisiaj.

            Chłopak podniósł się z kanapy i przeciągnął. Bolały go plecy, a od kilkugodzinnego czytania, zaczęły łzawić mu oczy.

            - Padam z nóg – oznajmił.

            Emma również wstała i podeszła do drzwi. Nacisnęła na klamkę i szarpnęła. Nic. Pociągnęła mocniej, ale zamek nie ustąpił.

            - Coś nie tak? – spytał Matt.

            - Chyba się zacięły.

            Chłopak zrobił to samo, co Emma. Szarpnął kilka razy za klamkę, ale drzwi ani drgnęły.

            - Chyba utknęliśmy – powiedział.

            Żarówka wisząca u góry, który była jedynym źródłem oświetlenia, zaczęła migać. Emma cofnęła się kilka kroków w stronę Matta. Z regału na końcu pomieszczenia zsunęła się książka i spadła na podłogę z wielkim hukiem. Oboje podskoczyli. Emma przywarła plecami do ciała Matta. Kolejna książka spadła na ziemię, a po niej kolejne, robiąc przy tym niemało hałasu. Światło migało coraz bardziej, a z kolejnym regałów zaczęło spadać coraz więcej zakurzonych dzieł.

            - Matt, co się dzieje?! – spytała, a łzy zaczęły spływać jej po policzkach. Była przerażona. Zostali uwięzieni.

            - Nie wiem, ale raczej nic dobrego – powiedział chłopak i mocniej przytulił Emmę.

            Światło zgasło całkowicie, pokój pogrążył się w półmroku. Nagle zrobiło się nienaturalnie cicho. Emma słyszała tylko przyśpieszony oddech Matta i bicie własnego serca, które w tej chwili waliło jak oszalało. Poczuła, jak lodowaty podmuch, przeniknął jej stopy, później owiał łydki, tułów, aż w końcu musnął jej twarz. W ciemności zobaczyła zarys sylwetki, która zaczęła się do nich zbliżać. Emma zauważyła, że postać nie dotyka podłogi, a unosi się nad nią kilka centymetrów.

            - Tam coś jest – pisnął Matt. – Idzie do nas.

            Emma nie mogła się ruszyć; była jak sparaliżowana. Widmo zatrzymało się pół metra od niej. Próbowała dojrzeć jego twarz, ale na marne. Postać wyciągnęła rękę i przybliżyła się do dziewczyny. Emma zaczęła krzyczeć, ale głos uwiązł jej w gardle, kiedy widmo chwyciło stojącego za nią Matta i cisnęło nim na przeciwległą ścianę.

- Matt – wyszeptała i chciała podbiec do niego, ale postać chwyciła ją za gardło. Poczuła zimno i ostre szpony zaciskające się na jej krtani. Nie mogła oddychać. Oczy zaczęły ją piec, a płuca domagać się tlenu. Kręciło jej się głowie. Próbowała wierzgać nogami i uderzać pięściami w postać, ale miała wrażenie jakby walczyła z powietrzem. Zaczęła tracić siły i kiedy była pewna, że to już koniec, uścisk na jej gardle osłabł. Wciągnęła haust powietrza, ale nie dała rady utrzymać się na nogach; osunęła się na podłogę. Oddychała ciężko, a płuca ją paliły. Poczuła ból w prawej dłoni, kiedy chwyciła za czarną szatę widma. O ile wcześniej wydawało się, że postać jest zbudowana z powietrza, o tyle teraz wydała się materialna. Szarpnęła z całej siły i usłyszała dźwięk rwanego materiału. W jej uszach rozbrzmiał przeraźliwy krzyk, a widmo, które jeszcze przed chwilą przed nią stało, rozpłynęło się w powietrzu.

         Żarówka wisząca u góry znowu zamigotała i na powrót rozświetliła pokój. W pomieszczeniu panował straszny bałagan. Emma z trudem wstała, po czym chwyciła za klamkę. Drzwi ustąpiły bez problemu. Kiedy się rozejrzała, zobaczyła Matta, leżącego na podłodze po drugiej stronie pokoju. Rzuciła się w jego stronę. Twarz chłopaka pokrywały siniaki, a z rany na czole, płynęła krew.

            - Matt? – odezwała się Emma słabym głosem. Delikatnie potrząsnęła ramieniem chłopaka. Jęknął. – Matt, musisz się ocknąć.

            - Boli mnie głowa – wybełkotał i powoli otworzył oczy.

            - Masz rozbite czoło – wyjaśniła. – Musimy stąd wyjść.

            Chłopak próbował wstać, ale zachwiał się i znowu upadł na ziemię.

            - Czekaj, pomogę ci. – Emma chwyciła Matta za ramię i pozwoliła mu się na niej wesprzeć. Chwiejnym krokiem wyszli z gabinetu. Kiedy znaleźli się w pokoju Emmy, oboje odetchnęli z ulgą. Chłopak usiadł na łóżku i oparł się plecami o ścianę.

            - Skoczę po jakieś plastry i wodę utlenioną.

            Nie czekając na odpowiedź, dziewczyna wybiegła na korytarz i popędziła do kuchni, poszukać apteczki. Ręce jej się trzęsły, a w ustach czuła metaliczny posmak. Gardło lekko ją piekło, a głos miała zachrypnięty. Kiedy wracała do pokoju z czerwonym pudełkiem w ręce, mimowolnie zerknęła w lustro wiszące na korytarzu. Kiedy ujrzała swoje odbicie, stanęła jak wryta. Szyję pokrywały jej ciemnofioletowe siniaki i świeże ślady zadrapań, które nieprzyjemnie pulsowały; jednak i tak wyglądała lepiej niż Matt.

            Wzięła kilka głębszych oddechów, ale na nic się to zdało. W płucach i w gardle wciąż czuła ból. Do tego serce nie przestawało jej bić jak oszalałe. Bała się; tym razem było o wiele gorzej niż w lesie. O wiele, wiele gorzej…

            Kiedy weszła do swojego pokoju, natychmiast zabrała się za opatrywanie rany Matta. Krew już zaczynała krzepnąć, co było dobrym znakiem, zważywszy na to, że nacięcie było dość głębokie. Chłopak krzywił się za każdym razem, kiedy Emma dotykała rany wacikiem nasączonym wodą utlenioną. W końcu nakleiła biały plaster i odetchnęła z ulgą. Teraz wyglądał o niebo lepiej. Do siniaka na policzku przyłożyła mu zimny okład i kazała go trzymać, dopóki nie zejdzie opuchlizna.

            - Długo byłem nieprzytomny? – spytał słabym głosem. Emma podała mu szklankę wody.

            - Nie wiem, jakieś pięć minut.

            Upił kilka łyków zimnego płynu i wtedy na nią spojrzał. Dopiero teraz dostrzegł ciemne wzory zdobiące jej szyję. Uniósł rękę i przesunął po nich delikatnie palcami.

            - Boli cię?

            - Trochę – odparła. – Ale kiedy zaczynałam tracić przytomność, to Coś mnie puściło i odeszło.

            - Co to było? Wyglądało jak jakieś widmo.

            - Próbowałam je kopnąć, ale czułam się tak, jakbym walczyła z powietrzem. A kiedy odchodziło, złapałam je za szatę. Nie wiem jak, ale jakimś cudem udało mi się oderwać kawałek materiału.

            Emma sięgnęła do kieszeni i rzuciła na łóżko czarny skrawek. Matt wyciągnął rękę, aby go dotknąć, ale dziewczyna go powstrzymała.

            - Nie dotykaj. Ono parzy. – Pokazała mu świeży ślad oparzenia na swojej dłoni.

            - To Coś pojawiło się, kiedy przeczytałem ten tekst o ofierze. Może jednak coś znaleźliśmy? – powiedział Matt.

            - Myślisz, że ten tekst mówił prawdę? Ofiara z czystym sercem i tak dalej…

            - Skoro sekta widmo wysłała do nas swego sługusa, to znaczy, że ten tekst jest w jakiś sposób dla nich ważny. Dostaliśmy ostrzeżenie, żeby przestać szukać.

            Emma spojrzała na Matta. Wiedziała, że to, co przed chwilą powiedział, ma sens. To była groźba. Ale ona wiedziała, że nie mogą teraz przerwać. Cała ta sprawa zaszła za daleko. Nie mogli poddać się w takiej chwili.

            - Nie poddamy się prawda? Przecież oni chcą, żeby ten ich bożek Mallcośtam wrócił na ziemię. Nie możemy im na to pozwolić.

            Matt objął Emmę ramieniem i wtulił policzek w jej włosy.

            - Będziemy walczyć – jego ton był stanowczy, ale głos mu zadrżał na słowie „walczyć”.

            Emma w odpowiedzi delikatnie pocałowała go w usta. Położyli się obok siebie i pomimo wszystkich złych rzeczy, które miały dzisiaj miejsce, oboje zasnęli wyczerpani i obolali.

           -----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Jeśli chcesz być na bieżąco z postami, polub fanpage na Facebooku ( kliknij tutaj!/ )

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nie wyrażam zgody na: kopiowanie, wykorzystywanie i rozpowszechnianie bez mojej wiedzy i zgody wszelakich prac zamieszczanych na mojej stronie zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

 

© Zakochana w słowach
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci