Menu

Zakochana w słowach

OPOWIADANIE - Nie bój się strachu ( część 7. ) RETURN

nastjabooks

apple1853306_1920

OD AUTORA: TĘ CZĘŚĆ DEDYKUJĘ WSZYSTKIM MOIM CZYTELNIKOM, KTÓRZY Z NIECIERPLIWOŚCIĄ CZEKAJĄ NA CIĄG DALSZY :*

Emmie zaczęły łzawić oczy od ciągłego wpatrywania się w ekran laptopa. Od ponad pięciu godzin razem z Mattem szukali informacji o sekcie, która składała ofiary z ludzi i wieszała je na drzewach. Przejrzeli setki stron poświęconych okultyzmowi, a nawet magii, ale nic nie znaleźli. Emma wpisała w wyszukiwarkę kolejną kombinację słów: sekta + ofiary z ludzi + brak oczu + wieszanie ciał. Kliknęła w pierwszy link i została przekierowana na stronę poświęconą demonom i bożkom. Najechała na miniaturkę zdjęcia, które wyświetlało się pod nagłówkiem: DEMONY I INNE STWORY – WEJDŹ, JEŚLI SIĘ ODWAŻYSZ. Kiedy powiększyła obrazek, oboje głośno wciągnęli powietrze w płuca.

- To chyba to – powiedział Matt ożywionym głosem.

Oboje z szeroko otwartymi oczami wpatrywali się w rycinę widoczną na ekranie. Przedstawiała ona dziwnego stwora z poszarpaną skórą i wystającymi kośćmi, stojącego pośrodku białego kręgu. W miejscach, gdzie powinien mieć oczy, widniała pustka. Nad głową potwora wisieli martwi ludzi. Ich szyje oplecione były grubymi linami, przymocowanymi do gałęzi olbrzymiego drzewa. Poszarpane ciała nieszczęśników, wyglądały jak kukły.

Emma poczuła na plecach dreszcz. To zdjęcie wywołało w niej strach i obrzydzenie. Do tego było dziwnie znajome, jakby już gdzieś to widziała. W końcu sobie przypomniała.

- Matt, ja chyba widziałam to we śnie. Ten krąg i to drzewo… - Wskazała na ekran.

- Wiem – odparł i dotknął ręką czoła. Wyglądał na zdenerwowanego. – Też to widziałem we śnie.

Przez chwilę milczeli i wpatrywali się w rycinę. W końcu Matt przewinął stronę w dół i ich oczom ukazał się tekst. Nie było go zbyt wiele. Zaledwie kilka linijek, ale to wystarczyło.

Mallanomm – bożek czczony w XVIII wieku. Sekta Et sacrificium Domini uważała go za swojego przewodnika. Legenda głosi, iż Mallanomm został pozbawiony oczu i poćwiartowany. Sekta wierzyła, że składanie ofiar z ludzi i wydłubywanie im oczu, przywróci dar widzenia ich panu, co z kolei sprowadzi Mallanomma z otchłani piekielnej na ziemię.

- Nie wiem jak ty – zaczął Matt – ale ja mam ciarki.

- To już nie jest duch małego chłopca, który prosi o pomoc. Sekta?! Jakiś bożek?! Nie mieszajmy się do tego, Matt.

Patrzyła na chłopaka błagalnym wzrokiem.

- Ale sama mówiłaś, że to coś z lasu mogło za nami przyjść… - zaczął, ale Emma natychmiast mu przerwała.

- Nie – oznajmiła stanowczo. – Może te sny i ten cień to tylko objaw szoku?

- A twoje drzwi?

Emma zerknęła w tamtą stronę.

- Może to mysz, czy coś… - powiedziała niezbyt przekonywującym tonem. Spuściła wzrok na podłogę. Poczuła jak Matt ją obejmuje. Oparła głowę na jego umięśnionym ramieniu.

- Emma, ja też się boję, ale nie możemy udawać, że nic się nie dzieje. Wiem, że sekta i upiorny chłopiec to nie to samo, ale co, jeśli musimy coś zrobić, żeby nie stać się kolejną ofiarą. Nie wiem jak ty, ale ja nie chcę zawisnąć na drzewie.

Dziewczyna jeszcze mocniej się w niego wtuliła.

- Wiem. Przepraszam, ja tylko… - zaczęła łamiącym się głosem. – Po prostu się boję. Grzebanie w tym wszystkim: sekta, ofiary z ludzi, jakiś bożek… To jak chodzenie po rozżarzonych węglach; nie mamy pewności, czy się nie sparzymy.

Matt zaczął głaskać ją po włosach, żeby trochę się uspokoiła.

- Chyba znam kogoś, kto może nam pomóc.

Emma zaintrygowana tym, co przed chwilą powiedział, odsunęła się od niego i spojrzała na jego twarz. Nie uśmiechał się.

- Kogo masz na myśli?

- Pamiętasz takiego chłopaka, z którym chodziłem w tamtym roku na dodatkowe zajęcia z matmy? Miał długie czarne włosy, tatuaże, glany…

Emma się zamyśliła.

- Chodzi ci o Hektora?

- Tak. Gadałem z nim ostatnio, wiesz? On się zajmuje różnymi takimi…

- O czym z nim gadałeś? – spytała lekko zdenerwowana. – O co chodzi, Matt?

Chłopak wyglądał na skrępowanego. Policzki lekko mu się zaróżowiły.

- Hektor interesuje się okultyzmem i magią. Podobno, co tydzień on i kilka innych osób odprawiają seanse spirytystyczne. Powiedziałem mu o tym, co nas spotkało w lesie. Uwierzył mi, ale kiedy zapytałem go, czy wie coś więcej w tej sprawie, zamilkł. Wydaje mi się, że coś ukrywa.

Emma czuła się jakby znowu utknęła w tym koszmarnym lesie. W co oni się znowu pakują?! Magia?! Okultyzm?! Seanse spirytystyczne?! Czytała na ten temat wiele książek i wiedziała, że takie zabawy nigdy nie kończą się dobrze; ale teraz nie miała innego wyjścia. Coś się działo, a Matt i ona musieli dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi.

- Więc z nim pogadajmy – powiedziała, wyłączając laptopa i odstawiając go na biurko.

- Musimy zaczekać do jutra. Byłem tam wczoraj. Jego mama powiedziała, że pojechał odwiedzić starszego brata i wróci dopiero jutro.

Emma przez chwilę krążyła po pokoju. Kiedy była w ciągłym ruchu, uspokajała się.

- Przenocujesz dzisiaj u mnie? – zapytała przerywając ciszę. – Nie chcę być sama, kiedy to Coś chodzi po moim domu.

Patrzyła wyczekująco na Matta.

- Jasne, zostanę.

Emma odetchnęła z ulgą. Na samą myśl o tym, że miałaby spędzić tę noc samotnie, przeszły ją ciarki. Kiedy tak teraz się nad tym zastanowiła, doszła do wniosku, że ten cień nie był pierwszym dziwnym zjawiskiem w jej domu. Odkąd wróciła z obozu, co noc słyszała skrzypienie podłogi na korytarzu i dziwne dźwięki dochodzące z jej strychu. Zignorowała jednak to wszystko. Była pewna, że to myszy, ale teraz wiedziała, że to nie ma nic wspólnego z tymi małymi, ogoniastymi stworzonkami.

 

***

Dochodziła osiemnasta, a Emma i Matt siedzieli w salonie i w ciszy pili gorącą herbatę z cytryną. Oboje rozmyślali o tym, co dalej. Emmę przerastała cała ta sprawa. Nie miała pojęcia, co teraz. Babcia dziewczyny oprócz snucia opowieści o duchach, nigdy nie wspomniała choćby słowem o tym, jak pokonać sektę widmo, która może mieć jakieś 300 lat. Racjonalność Emmy nie pozwalała jej dopuścić do siebie myśli, że to wszystko dzieje się na poważnie.

Zerknęła w stronę Matta. Powoli popijał herbatę i patrzył gdzieś za okno. Emma cieszyła się, że nie jest teraz sama. Miała przy sobie kogoś, kto ją kochał, a także wspierał. Nie miała pojęcia, co by zrobiła gdyby go teraz nie było. Zapewne schowałaby się pod łóżkiem i umarła tam ze strachu.

- Matt?

Chłopak podskoczył na dźwięk jej głosu.

- Tak?

- Dziękuję, że jesteś – powiedziała, po czym nachyliła się w jego stronę i złożyła delikatny pocałunek na jego miękkich wargach.

- Nie ma sprawy – odparł szeroko się uśmiechając.

- Myślisz, że Hektor nam pomoże?

Matt patrzył na nią przez chwilę. Zagryzał dolną wargę, jakby nie wiedział, co odpowiedzieć.

- Nie wiem… - westchnął. – Mam taką nadzieję.

- A jak nie?

- Nie martw się – powiedział i objął ją ramieniem. – Jeśli Hektor nam nie pomoże, znajdziemy inny sposób.

- Cieszę się, że jesteś takim optymistą.

Wzruszył ramionami.

- Skoro z ciebie taka pesymistka, to nie pozostaje mi nic innego, jak być optymistą.

Usta Emmy mimowolnie wygięły się w delikatnym uśmiechu.

 

***

Emma dopijała właśnie ostatni łyk herbaty, kiedy nagle ją olśniło. Nie miała pojęcia, dlaczego wcześniej na to nie wpadła. Zerwała się na równe nogi, potrącają przy tym Matta, który spojrzał na nią przerażony.

- Wystraszyłaś mnie – powiedział.

- Przepraszam – jęknęła, nieco zawstydzona. – Po prostu coś sobie przypomniałam.

Matt spojrzał na nią podejrzliwie.

- Czy to nam w jakiś sposób pomoże?

Energicznie pokiwała głową.

- Myślę, że tak.

Matt wstał.

- Prowadź.

Emma wyszła z salonu i przeszła na sam koniec korytarza, gdzie mieścił się gabinet jej ojca. Pan Marks strzegł go jak oka w głowie, ale jego córka często wkradała się tam i pożyczała książki. Jej ojciec miał wiele ciekawej literatury. Wykładał historię na pobliskim uniwersytecie, ale miał też wiele innych zainteresowań. Na jego pokaźnych rozmiarów regałach, można znaleźć wszystko, jeśli się dobrze poszuka.

- To gabinet mojego taty – wyjaśniła Emma.

Matt spojrzał na nią nadal nie rozumiejąc, co to ma wspólnego z duchami i XVIII - wieczną sektą.

- Chodzi o to, że… – zaczęła objaśniać Emma – mój tata ma bardzo dużo fachowej literatury. Jakiś czas temu odbiło mu na punkcie różnych religii, sekt, demonów… Zamówił chyba ze trzydzieści książek, nie licząc oczywiście tych, które zakupił w antykwariatach. Myślę, że może tu znajdziemy więcej odpowiedzi, niż w Internecie.

- Czemu wcześniej tutaj nie przyszliśmy?

Emma lekko się zaczerwieniła.

- Tata zabrania mi tu wchodzić. Dawno nie zaglądałam do jego gabinetu i zupełnie zapomniałam, ile przydatnych książek znajduje się za tymi drzwiami.

- Rozumiem – powiedział chłopak i wskazał na drzwi. – Wchodzimy?

Emma kiwnęła głową i nacisnęła na klamkę. Drzwi otworzyły się z głośnym skrzypnięciem. Z pewnością potrzebowały porządnego naoliwienia. Kiedy weszli do środka, uderzył w nich zapach starego papieru i farby drukarskiej. Gabinet ani trochę nie przypominał miejsca pracy, wyglądał bardziej jak biblioteka. Na środku stała nawet kanapa i mały dębowy stolik, na którym piętrzyły się różnego rodzaju książki.

Matt rozejrzał się dookoła i pokręcił głową z niedowierzania.

- Czeka nas dużo pracy.

   - Tak – zgodziła się. – Na szczęście mamy całą noc.

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Jeśli chcesz być na bieżąco z postami, polub fanpage na Facebooku ( kliknij tutaj!/ )

------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nie wyrażam zgody na: kopiowanie, wykorzystywanie i rozpowszechnianie bez mojej wiedzy i zgody wszelakich prac zamieszczanych na mojej stronie zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

© Zakochana w słowach
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci