Menu

Zakochana w słowach

" Tabula rasa et plana et polika " - Albert Wielki

OPOWIADANIE - Nie bój się strachu ( część 11. ) RETURN

nastjabooks

fire1260723_1920OD AUTORA: To już niestety przedostania część przygód i walki ze złem naszych bohaterów. Sama jestem nieco smutna z tego powodu. Przez te kilkanaście części, zdążyłam zżyć się  zarówno z Mattem jak i Emmą. Ale nie mogłam ich przecież zamęczać w nieskończoność, bo mogłabym przez przypadek któregoś z nich zabić. A tego z pewnością bym nie chciała : D. Jeśli się podobało, zostaw po sobie jakiś ślad :D

________________________________________________________________________________________________

Pierwszą rzeczą, jaką zobaczyła Emma tuż po otwarciu oczu, był ciepły, jasny blask, który kojarzył jej się z zachodem słońca. Dopiero, kiedy zamrugała kilka razy, dostrzegła, że kilka metrów od niej płonęło ognisko, a wokół niego stały postaci w czarnych szatach i kapturach, zakrywających ich twarze. Obraz wydał jej się dziwnie znajomy.

Jak w moich snach… - uświadomiła sobie po chwili.

Próbowała wstać, ale jej ruchy były ograniczone. Gruba lina przypierała jej ciało do chropowatego drzewa. Zaczęła się nerwowo rozglądać. Pomimo tego, że panował półmrok, zorientowała się, że są w lesie, a dokładniej w miejscu, gdzie ostatnio ona i kilkoro jej przyjaciół, biwakowali. Czuła bolesne pulsowanie z tyłu głowy. Powoli przypominała sobie różne wydarzenia z dzisiejszego dnia.

Hektor… Matt…

Zamknęła na chwilę oczy. Za bardzo kręciło jej się w głowie, żeby pozbierać jakoś te myśli do kupy.

Matt wychodzi z Hektorem…

Hektor…

Uderzenie w plecy…

Cios w policzek…

Ból… Ból… Ból…

Schody…

Ciemność…

Kiedy ponownie otworzyła oczy, zobaczyła jakiś ruch w krzakach. Po chwili wyłoniła się z nich postać w ciemnej szacie, ale bez kaptura. Emma od razu rozpoznała Hektora. Nie był jednak sam. Ciągnął coś po ziemi, jak worek ziemniaków. Słyszała jego zdyszany oddech, gdy zbliżył się do niej. Nie patrzył na nią, kiedy kładł obok niej bezwładne ciało Matta. Zostawił ich i ruszył w stronę ogniska.

Gdy Emma ujrzała twarz Matta, poczuła jak łzy same cisną jej się do oczu. Jego twarz pokrywała niezliczona ilość ciemnofioletowych siniaków. Opatrunek na czole był przesiąknięty od krwi, która powoli sączyła się z rany. Włosy miał oblepione błotem i liśćmi, a nadgarstki sklejone szarą taśmą. Emma dostrzegła na nich ślady po linie, którą musiał być związany wcześniej. Wyglądał spokojnie; jakby spał.

Musiała go obudzić. Z racji tego, że ręce miała unieruchomione, postanowiła zrobić użytek ze swoich nóg. Szturchnęła go lekko kolanem, ale Matt nawet nie drgnął. Odczekała chwilę i uderzyła mocniej. Chłopak cicho jęknął.

- Matt – szepnęła. - Musisz się ocknąć. Potrzebuję cię…

Uchylił powoli powieki, po czym kilka razy zamrugał. Kiedy jego wzrok padł na Emmę, dostrzegła ulgę malującą się na twarzy chłopaka.

- Bałem się, że cię straciłem – powiedział ochrypłym głosem.

- Ja też – odparła. Tak bardzo chciała go teraz dotknąć… - Dlaczego Hektor to zrobił? - zapytała i spojrzała w stronę ogniska.

Ich oprawca stał z innymi postaciami w czarnych strojach. W rękach trzymał jakąś księgę. Dopiero po chwili Emma dostrzegła, że reszta jego towarzyszy jest od niego znacznie wyższa i wygląda jakby nie dotykała ziemi. Nie, nie, nie! - pomyślała Emma. To nie sekta widmo; dostała w głowę, a to, co widziała było przywidzeniem. To zwykli ludzie, nie duchy.

- Widzisz to? - spytał Matt, ignorując jej wcześniejsze pytanie. Teraz on również patrzył w stronę ognia.

- Co?

- Oni unoszą się nad ziemią. To… to ta sekta widmo.

A więc to nie efekt uderzenia w głowę. Hektor naprawdę stał tam z Et sacrificium Domini.

- Też to widzę – przyznała. - Dlaczego ich tutaj sprowadził?

- Wydaje mi się, że Hektor wiedział o wiele, wiele więcej niż przypuszczaliśmy. Jeśli informacje, które ostatnio znaleźliśmy są prawdziwe, to oni prawdopodobnie będą chcieli wskrzesić tego swojego bożka.

Emma poczuła jak robi jej się słabo. Psychopata, którego mieli za wybawcę sprowadził ich do nawiedzonego lasu i zamierzał powołać do życia strasznego demona.

- Ale nie rozumiem, po co im my? - zapytała.

Matt zakaszlał.

- Muszą złożyć ofiarę, aby ich Pan mógł odzyskać oczy – wyjaśnił słabym głosem.

- Obudziłeś się już. - Nawet nie zauważyli, kiedy Hektor znalazł się obok nich. Emma drgnęła na dźwięk jego głosu. - To dobrze… Naprawdę bardzo dobrze… Zobaczysz jak twoja ukochana stanie się przysmakiem dla Mallanomma, naszego Pana, który czeka na nią z niecierpliwością.

- Nie waż się jej tknąć! - warknął Matt. Emma zauważyła, że Hektor skrępował mu również nogi. Wiedziała, że Matt jej nie uratuje. Nikt nie mógł jej uratować.

- Ciii – szepnął Hektor. - Nie zdzieraj sobie gardła. Przyda ci się, kiedy będziesz opłakiwał tragiczną śmierć swojej ukochanej.

- Ty pieprzony psychopato! - wrzasnął Matt i próbował wyszarpnąć ręce z taśmy. - Ty cholerny świrze!

Hektor jakby go nie słyszał. Podszedł do Emmy, po czym rozwiązał linę.

- Jeśli spróbujesz uciec, poderżnę gardło twojemu chłopakowi – wyszeptał jej wprost do ucha. Po jej policzkach ciekły łzy, kiedy podniosła się z ziemi. Matt wciąż wierzgał i wyrzucał z siebie kolejne wyzwiska.

- Kocham cię – powiedziała.

- Nie! Emma, nie idź z nim!

Ale ona go nie słuchała. Hektor ściskał ją mocno za ramię, kiedy szli w stronę ogniska.

Jeśli spróbujesz uciec, poderżnę gardło twojemu chłopakowi…

Słowa kata odbijały jej się echem w głowie. Matt na razie był bezpieczny; ta myśl ją pocieszała.

Nie chciała umierać. Miała jeszcze tyle do zrobienia, tyle do zobaczenia. No i w końcu znalazła miłość. To nie mogło się tak skończyć… Nie mogło…

Kiedy mijała sektę widmo, czuła lodowaty chłód, rozchodzący się po jej ciele. Wydychane przez nią powietrze, zamieniało się w białą mgiełkę. Zakapturzone twarze skupiły na Emmie całą swoją uwagę. Zaczęli cicho pomrukiwać, jakby nucili jakąś piosenkę. Te dźwięki sprawiały, że coraz bardziej trzęsła się ze strachu. Hektor ustawił ją niedaleko płonącego ogniska. Czerwono – pomarańczowe języczki prawie jej dotykały, a mimo to wciąż czuła jak chłód obezwładnia jej kończyny.

Zerknęła w stronę Matta. Pocierał nadgarstkami o chropowatą korę drzewa. Nawet z tej odległości widziała napięte mięśnie jego ramion i pleców. Wiedziała jednak, że jeśli tu podejdzie, aby ją uratować, sam przypłaci to życiem. Odwrócił głowę w stronę Emmy, jakby poczuł, że na niego patrzy. Jego twarz miała zbolały wyraz. Dziewczyna pokręciła głową, chcąc przekazać mu żeby przestał. Nie mógł już nic zrobić. Dla niej było za późno; miała zostać złożona w ofierze, ale on miał jeszcze szansę. Matt jednak zignorował jej gest i zaczął zacieklej pocierać taśmą o zrogowaciałą nawierzchnię.

- A teraz stój tutaj; twarz musisz mieć skierowaną w stronę ognia – odezwał się w końcu Hektor.

Emma posłusznie wykonała jego polecenie, chociaż pękało jej serce na samą myśl, że już nigdy więcej nie zobaczy swojego chłopaka.

Oprawca wziął do rąk starą księgę i zaczął odczytywać jakąś inkantację, a reszta jego widmo – załogi powtarzała za nim:

- Wzywamy Cię, o wielki Mallanommie, Panie innego wymiaru. Prosimy, abyś przyjął tę oto duszą, którą składamy Ci w ofierze. Dar widzenia, który utraciłeś, teraz zostaje Ci zwrócony. - Emma zobaczyła, że ogień się przerzedza, a z dymu zaczęła formować się jakaś istota. Stała tak blisko, że widziała jej rozdziawioną paszczę, z której wystawały dwa szeregi ostrych kłów. - My, Twoi wyznawcy, przychodzimy w pokoju i obiecujemy wiernie służyć. Tyś dla nas najczystszym, nieprzeniknionym mrokiem, a mimo to nie lękamy się. Pragniemy, abyś opuścił ciemność i naznaczył nas swym złem. - Ogień coraz bardziej się przerzedzał, a stwór rósł i rósł. Emma cofnęła się o kilka kroków. Ogromna macka zaczęła sunąć w jej stronę. Po chwili dotknęła skóry dziewczyny, a ta poczuła jakby milion małych igiełek naraz, wbiło jej się w ramię. Druga macka musnęła szyję Emmy. Po jej ciele przeszedł prąd. Nie mogąc już dłużej utrzymać się na nogach, opadła na kolana. Wszystko wokół zaczęło tracić barwy; Emma nagle poczuła, że nie dotyka zimnej, leśnej ziemi. Zerknęła na swoje nogi; jej ciało unosiło się kilka centymetrów nad ziemią. Szary dym, z którego wyłaniał się demon, całkowicie zniknął. Mallanomm nabierał namacalnych kształtów. Wielka, czarna masa wybrzuszała się raz w jedną, a raz w drugą stronę. Kły stały się dłuższe i bardziej szpiczaste. Ciemna maź oblepiała powoli sparaliżowane ciało Emmy. Próbowała krzyczeć, ale głos uwiązł jej w gardle, kiedy poczuła, że lepka masa wdarła się jej do ust. Zaczęła pluć, po czym zacisnęła usta i wstrzymała powietrze. Nie chciała, aby maź wdarła się do jej wnętrza. Ostatnią rzeczą, jaką zobaczyła, był nieprzenikniony mrok, który pochłonął ją całkowicie.


***

Matta bolały wszystkie mięśnie; jego wysiłki nie poszły jednak na marne. Taśma się przetarła, a on miał w końcu wolne ręce. Tej z nóg pozbył się o wiele szybciej. Pomimo bólu, dźwignął się do pozycji pionowej i zamarł. Emma unosiła się nad ziemią, płomienie ognia rozwarły się, a w pośrodku pogorzeliska zaczęła formować się ogromna postać. Wyciągała swoje macki w stronę dziewczyny i pokrywała ją czarną mazią. Serce Matta gwałtownie przyśpieszyło, a strach sparaliżował ciało. Było już za późno; oto stał i patrzył jak jego ukochana zostaje złożona w ofierze. Po policzkach Matta ciekły łzy, a bezradność opanowała ciało. Ciemność, która pochłonęła Emmę, teraz przesuwała się w stronę chłopaka. On jednak ani drgnął. Patrzył jak Hektor otworzył usta z przerażenia, kiedy jego sekta – widmo połączyła się z ciemnością. Chyba nie przewidział takiego obrotu sprawy. Ich oprawca wycofywał się coraz głębiej w las, kiedy ogromna macka chwyciła go za gardło, po czym uniosła dwa metry nad ziemię i wchłonęła. Zniknął w czarnym cielsku potwora.

Kiedy Mallanomm w końcu dotarł do Matta, zaczęło dziać się coś niezwykłego. Przed chłopakiem pojawiła się świetlista postać. Bił od niej tak silny blask, że musiał zmrużyć oczy. Anioł – to była pierwsza myśl, jaka przyszła mu do głowy, dopiero kiedy dłużej popatrzył w jasność, dostrzegł znajomą chłopięcą twarz. To był Chłopiec Z Mroczą Duszą, a jednocześnie jakby nie On. Z jego ust nie leciała już krew, ubranie nie było podarte, a z oczodołów nie spozierał mrok. Wyglądał jak normalny chłopiec; niewinny i uśmiechnięty, z błękitnymi oczami. Matt zrozumiał, że to zasługa jego i Emmy; zwrócili mu ciało, w dniu, w którym odnaleźli szczątki na cmentarzu.

Mallanomm, widząc blask, zaczął się cofać i kurczyć. Ciemna masa zabulgotała.

- Pomogliście mi, a teraz ja wam się odwdzięczę – odparł chłopiec, patrząc na Matta. - Dziękuję, że zwróciliście mi dawny wygląd.

Matt stał całkowicie oniemiały.

- Co chcesz zrobić? - odważył się zapytać. Błękitne oczy spojrzały na niego. Twarz chłopca rozjaśnił uśmiech.

- Zastanawialiście się z Emmą, czy osoba o czystej duszy i sercu, to musi być ktoś żywy. Odpowiem ci na to pytanie. Nie, nie musi.

Dopiero po chwili Matt uświadomił sobie, co on ma na myśli. Rytuał ofiary, o którym czytali; rytuał pozwalający oddzielić świat żywych od umarłych…

- Ty chyba nie chcesz… - nie dokończył. Wiedział, jaka będzie odpowiedź,

- Zrobię to; dla ciebie i dla Emmy. Nic jej nie będzie, obiecuję – powiedział. - Zamknij oczy.

Matt wykonał polecenie. Nie chciał, żeby chłopiec oddał się w ofierze, ale nie miał wyjścia. Tak bardzo chciał odzyskać Emmę. Poczuł na ciele ciepłe muśnięcia. Najpierw na czole, potem policzkach, nadgarstkach, aż w końcu czuł je na całym ciele. Ból powoli się zmniejszał, aż w końcu całkowicie ustąpił. Siniaki i rany przestały boleśnie pulsować. Senność powoli opanowywała jego umysł. Nie mógł unieść powiek, bo stały się zbyt ciężkie. Jakby w zwolnionym tempie osuwał się na ziemię, by w końcu poczuć miękki mech pod policzkiem. Nie mogąc się dłużej opierać, całkowicie oddał się w objęcia snów.

 

-----------------------------------

Jeśli chcesz być na bieżąco z postami, polub fanpage na Facebooku ( kliknij tutaj!/ )

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nie wyrażam zgody na: kopiowanie, wykorzystywanie i rozpowszechnianie bez mojej wiedzy i zgody wszelakich prac zamieszczanych na mojej stronie zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

© Zakochana w słowach
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci