Menu

Zakochana w słowach

" Tabula rasa et plana et polika " - Albert Wielki

OPOWIADANIE - Nie bój się strachu ( część 10. ) RETURN

nastjabooks

graveyard2445682_1920

Hektor mieszkał trzy ulice dalej. Matt siedział za kierownicą swojego auta i łamał wszystkie przepisy drogowe. Pędzili jak uliczni wariaci, ale Emma nie kazała mu zwolnić. Jej też zależało na czasie. Musieli zakończyć całą sprawę dzisiaj. Nawet nie potrafiła wyobrazić sobie, że następnej nocy mogłoby spotkać ich coś o wiele gorszego niż mroczne widmo.

Chłopak zatrzymał się z piskiem opon pod domem Hektora. Na podjeździe nie było żadnego samochodu. Wysiedli z auta i ruszyli w stronę brązowych drzwi. Matt nacisnął na dzwonek. Emma przestępowała z nogi na nogę. Była niesamowicie zestresowana. Czuła jak każdy mięsień w jej ciele robi się odrętwiały. Po głowie chodziły jej różnorakie myśli i nie były one ani trochę optymistyczne.

Po chwili drzwi się uchyliły, wydając przy tym ciche skrzypnięcie. Dziewczyna mimowolnie się wzdrygnęła. Hektor miał na sobie czarne dżinsy, czarną koszulkę z rysunkiem jakiegoś zespołu heavy - metalowego, a głównym elementem jego ubioru, który niesamowicie przyciągał wzrok, były długie glany, przyozdobione ćwiekami, również w kolorze głębokiej czerni. Jego ręce pokrywały niezliczone ilości tatuaży. Patrzył na nich całkowicie oniemiały. Ciemna, nieco przydługa grzywka, opadała mu na oczy, ale Emma widziała, że są zielone. Kiedy przeszył ją spojrzeniem, poczuła na plecach lodowate ukłucia.

- Czego chcecie? - warknął i teraz jego wzrok całkowicie skupił się na chłopaku. Matt jednak ani drgnął. Jego twarz wyrażała czystą determinację.

- Pomóż nam. – Głos miał stanowczy. - Wiemy, że wiesz więcej niż mówisz. Widzisz nasze twarze? - Hektor powoli zlustrował ich siniaki. Wyraz jego twarzy minimalnie się zmienił. Wyglądał jakby… łagodniej. - To wszystko, o czym ci mówiłem wróciło, a nawet więcej...

- Dobra, wchodźcie. Nie będziemy o tym rozmawiać w drzwiach. - Odsunął się i wpuścił ich do środka.

Hektor szedł najpierw długim korytarzem, a potem skręcił w stronę drewnianych schodów, prowadzących na drugie piętro. Emma wraz z Mattem podążali za nim. W końcu weszli do pierwszego pokoju, znajdującego się po prawej stronie kolejnego holu. Pomieszczenie było średniej wielkości. Przy ścianie stało niewielkie łóżko, obok niego biurko usłane książkami i papierami. Cały pokój oblepiony był plakatami, które przedstawiały muzyków rockowych oraz metalowych, a także kadry wycięte z rożnych filmów. Emma domyślała się, że Hektor był wielkim fanem horrorów.

Matt usiadł na łóżku. Dziewczyna zrobiła to samo. Właściciel pokoju zajął krzesło przy biurku.

- Mów – zwrócił się do Matta.

Chłopak rzucił przelotne spojrzenie na Emmę, a potem zaczął streszczać, co do tej pory miało miejsce w domu dziewczyny. Opowiedział o sekcie, o czczonym bożku, o ataku, a także o zadrapaniach na drzwiach. Twarz Hektora, która początkowo nie wyrażała żadnych emocji, teraz pokazywała ich aż za wiele; począwszy od strachu, a na szczerym zainteresowaniu skończywszy.

- Sporo tego – podsumował, kiedy Matt zakończył swój monolog. - Ale wydaje mi się, że mogę wam pomóc.

Emma poruszyła się niespokojnie.

- Naprawdę? - spytała. To było jej pierwsze słowo, które wypowiedziała, odkąd tu przyszli. Hektor wlepił w nią swój wzrok. Znowu poczuła zimno, przenikające jej ciało.

- Taak – odparł przeciągle. - Tylko najpierw mam do was pytanie. Czy to wszystko na pewno zaczęło się w lesie podczas obozu, czy już wcześniej coś was nękało?

- W lesie – odezwał się Matt.

Hektor pokiwał głową, a potem znowu zaczął mówić:

- W takim razie musimy się tam udać. Moc Et sacrificium Domini jest tam najsilniejsza, więc rytuał musi zostać odprawiony na cmentarzu, o którym wspominał Matt w naszej ostatniej rozmowie. Nie bój się strachu – zaśmiał się gardłowo. - Paul nie mógł wypisać gorszej bzdury.

Emma była pewna, że Hektor nie zostanie ich nowym przyjacielem, nawet gdy pomoże im z upiorami. Ten chłopak za bardzo kojarzył jej się z psychopatą; wystrój jego pokoju wcale nie polepszał opinii na ten temat. Dopiero teraz Emma dostrzegła zbutwiałą, ludzką czaszkę, leżącą pod biurkiem Hektora. Przypomniał jej się Chłopiec Z Mroczną Duszą. Przełknęła ślinę i skupiła wzrok na dłoniach. Zastanawiała się, po co mu ludzka czaszka. Może używał ich do swoich rytuałów? Po chwili stwierdziła, że nie chce wiedzieć. Ten chłopak i tak ją przerażał, mimo że tak naprawdę jeszcze nic nie wiedziała o jego pozaszkolnej działalności.

- Okej – powiedział Hektor. - Możemy tam jechać zaraz. Im szybciej, tym lepiej. Jesteście samochodem, prawda?

Jednocześnie skinęli głowami.

- Fantastycznie! - Klasnął w dłonie. Jego reakcja wydała się Emmie bardzo nie na miejscu. - Matt, musimy zejść na dół i zabrać kilka rzeczy. A twoja dziewczyna Elizabeth, niech tu na nas zaczeka.

- Emma – warknęła, poprawiając swoje imię, które Hektor przekręcił.

- Nieważne. - Machnął ręką, całkowicie ją ignorując.

Matt podniósł się z łóżka.

- Zaraz wrócimy – powiedział i szybko cmoknął ją w czoło.

Wyszli, a Emma została sama w pokoju Hektora. Chłopak był bardziej nawiedzony niż myślała. I nie chodziło o to, jak się ubierał, czy co oglądał, ale w jaki sposób działał na ludzi. W szkole często była świadkiem, jak sam kapitan drużyny baseballowej, omija go szerokim łukiem, a nawet ustępuje mu miejsca w stołówce. Podziwiała Matta, że zwrócił się do Hektora po pomoc. Sama nie miałaby tyle odwagi.

Usłyszała skrzypienie schodów. Drzwi się uchyliły. Pierwsze, co zauważyła Emma to to, że Hektor był sam, potem jej wzrok padł na kij bejsbolowy, który chłopak trzymał w dłoni, a ostatnią rzeczą, którą dostrzegła, była krew na końcu rzeczonego kija. Na początku nie do końca rozumiała, co się dzieje, ale gdy to do niej dotarło, gwałtownie zerwała się z łóżka.

- Co zrobiłeś Mattowi?! - Jej gardło ścisnęło się w supełek, kiedy zobaczyła jak na twarz Hektora wypełza szeroki uśmiech. Teraz naprawdę kojarzył jej się z psychopatą.

- Nie bój się, za chwilę do niego dołączysz – wysyczał i ruszył w jej stronę.

Chwycił ją za włosy i szarpnął tak, że wylądowała twarzą do podłogi. Kiedy oszołomienie ustąpiło, próbowała się jak najszybciej dźwignąć z powrotem na równe nogi, ale poczuła silny ból w plecach, który na chwilę pozbawił ją oddechu. Domyśliła się, że Hektor w końcu zaczął używać swojego kija. Próbowała czołgać się do drzwi, ale chłopak ścisnął ją za ramię i przewrócił na plecy. Kręciło jej się w głowie, a serce biło coraz szybciej. Zaraz umrę – pomyślała. Oprawca tym razem zamachnął się i wymierzył jej silny cios pięścią w twarz. Poczuła metaliczny smak krwi w ustach. Musiała coś zrobić i to już! Hektor stał nad nią w rozkroku i zamierzał znowu użyć swoich rąk. Już miał naznaczyć jej kolejny policzek, kiedy Emma uniosła nogę i wymierzyła mu cios w krocze. Chłopak zawył, po czym opadł na kolana. Wykorzystała tę chwilę słabości z jego strony. Ostatkiem sił powróciła z pozycji poziomej do pionowej i wybiegła na korytarz. Chociaż płuca ją piekły, a obite kości bolały, nie zatrzymywała się ani na chwilę. Zaczęła zbiegać po schodach i w tym momencie poczuła ostry ból z tyłu głowy. Kiedy świat zaczął pogrążać się w ciemności, usłyszała jeszcze obślizgły głos Hektora, który syczał jej wprost do ucha:

- To teraz pożałujesz, głupia szmato…


***

Matt powoli uniósł powieki; miał wrażenie, że ważą tonę. Poczuł jak coś twardego uwiera go w plecy. Dopiero po chwili spostrzegł, że został przywiązany do drzewa. Kiedy próbował się poruszyć, poczuł przeszywający ból w lewym nadgarstku. Koszulkę, którą pożyczyła mu Emma, ozdabiały plamy krwi. Wiedział, że Hektor nieźle mu przyłożył. Powinien był się domyślić, że to jakaś zasadzka już w momencie, kiedy oprawca podał bez zająknięcia pełną nazwę sekty. Matt nie powiedział mu jak brzmiała, ponieważ najzwyczajniej w świecie zapomniał.

Poczuł jak coś lepkiego i ciepłego spływa mu po czole i dotyka warg. Oblizał je i zrobiło mu się niedobrze, kiedy zrozumiał, że to krew. Musiał się skupić, chociaż nie było to zbyt łatwe, zważywszy na to, że pękała mu głowa, a ciało miał tak odrętwiało, że gdyby nie fakt, że siedzi, prawdopodobnie by upadł.

Zaczął się rozglądać. Powoli zapadał zmrok. Do Matta dotarło, że był nieprzytomny przez kilka godzin. W półmroku dostrzegał, że z każdej strony otaczały go krzaki i zarośla, spod których wyłaniały się zarysy jakichś płyt. Po chwili zrozumiał, że zna to miejsce. Tkwił na cmentarzu, na którym razem z Emmą znaleźli szczątki Chłopca Z Mroczną Duszą.

Emma…

Emma…

Emma…

Gdzie jest Emma? Dopiero teraz uświadomił sobie, że skoro Hektor skrzywdził jego, musiał to samo zrobić i z nią. Mózg Matta z trudem przetwarzał kolejne fakty. Obraz rozmazywał mu się przed oczami. Wiedział, że nie może teraz stracić przytomności. Zacięcie walczył z uczuciem senności, które powoli obezwładniało jego ciało. Zlustrował teren jeszcze raz, ale nie spostrzegł nigdzie swojej dziewczyny.

- Emma – powiedział z trudem i od razu zaniósł się kaszlem. Miał wyschnięte gardło. Do tego w ustach wciąż czuł metaliczny posmak. - Jesteś tu? - Tym razem jego głos był donośniejszy, choć brzmiał chrapliwie i obco. Kiedy nie usłyszał odpowiedzi, zrozumiał, że jest tutaj sam; uwięziony, półprzytomny oraz niezdolny do tego, żeby odszukać Emmę.

To koniec… - pomyślał, zanim ponownie odpłynął.

-----------------------------------

Jeśli chcesz być na bieżąco z postami, polub fanpage na Facebooku ( kliknij tutaj!/ )

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nie wyrażam zgody na: kopiowanie, wykorzystywanie i rozpowszechnianie bez mojej wiedzy i zgody wszelakich prac zamieszczanych na mojej stronie zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

 

 

© Zakochana w słowach
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci