Menu

Zakochana w słowach

OPOWIADANIE - Nie bój się strachu (część 3).

nastjabooks

lakescenery1365288_1920

Emma obudziła się wtulona w ciało Matta. Pierwsze promienie słońca zaczynały wdzierać się do namiotu. Przez chwilę nasłuchiwała, ale nie dotarły do niej żadne głosy z zewnątrz, co świadczyło o tym, że pozostali nadal spali. Musiała jak najszybciej wydostać się z tego namiotu. Nie chciała, aby zaczęły się plotki, że podczas pierwszej obozowej nocy, uprawiała seks z Mattem Walterem, mimo że przecież wcale tego nie zrobiła.

            Po cichu odpięła śpiwór i wyszła na świeże powietrze. Pomimo wschodu słońca, las nadal wyglądał jak żywcem wyciągnięty z filmu grozy, a wydarzenia, które miały miejsce ubiegłej nocy, wcale nie dodawały mu uroku.

            Podeszła do ławeczek rozstawionych wokół miejsca na ognisko. Usiadła i zaczęła analizować wszystko, co się do tej pory wydarzyło. Opowieść o Chłopcu Z Mroczną Duszą… Wizyta zjawy w jej namiocie, która prosiła o pomoc… Pocałunki jej i Matta… Wyznanie miłości… Znalezienie gnijącego zwierzęcia… Jej imię… Przytulanie się w namiocie z Mattem… Jedna noc, a tyle wydarzeń. Emma czuła się zagubiona. Upiorny duch chłopca bawił się z nią w kotka i myszkę, a ona chciała mu pomóc. Tylko, czy to był dobry pomysł? Wtedy przypomniała się Emmie jej babcia. Zanim umarła, wciąż powtarzała, że zmarli przychodzą do nas wtedy, gdy czegoś chcą, a zadaniem nas – żywych, jest im pomóc. Jej babcia wierzyła w duchy i życie pozagrobowe, a Emma była osobą twardo stąpającą po ziemi; przynajmniej do ubiegłej nocy, zanim miała swój pierwszy kontakt z martwą istotą.

            Jej dalsze rozmyślania przerwał głos dobiegający z namiotu obok. Paul wyczołgał się na zewnątrz i obdarzył dziewczynę promiennym uśmiechem.

            - A ty już na nogach? – spytał, zajmując miejsce naprzeciwko niej.

            - Nie przywykłam do spania w lesie – odparła Emma.

            - Tak, ja też. Poza tym strasznie wiało.

            Nie wiedziała, co może mu odpowiedzieć, dlatego milczała. Paul był najlepszym przyjacielem Matta, a dla niej kolegą, z którym od czasu do czasu zamieniała parę słów.

            - Mogę ci zadać pytanie?  - odezwał się Paul.

            Emma była zaskoczona, że nadal z nią rozmawia.

            - Jasne, pytaj – powiedziała ze szczerym uśmiechem, chociaż w głębi serca bała się tego, co jej towarzysz powie.

            - Rozmawialiście wczoraj z Mattem, gdy zostaliście sami?

            Słysząc to, Emma poczuła, że się czerwieni. Nie miała pojęcia, czemu go to interesuje.

            - O czym mielibyśmy rozmawiać? – Udawała, że nie wie, o co mu chodzi.

            - No wiesz… o was… - Teraz to Paul wyglądał na zawstydzonego, a Emma właśnie coś sobie uświadomiła.

            - Zaraz… Matt coś ci o mnie wspominał? – spytała nieco zszokowana. Paul wyglądał na jeszcze bardziej skrępowanego tą rozmową.

            -Mówił, że… że… mu się podobasz – wyjąkał.

            Emma mimowolnie się uśmiechnęła. Wiedziała, że nie tylko podoba się Mattowi, ale chłopak coś do niej czuł. A ona to uczucie odwzajemnia.

            - Wiem – odparła dziewczyna ze stoickim spokojem.

             Teraz również Paul wyglądał na trochę bardziej skrępowanego.

            - A czy on tobie również się podoba?

            - Jeśli pytasz, czy nie dałam mu kosza, to nie, nie dałam. Matt naprawdę mi się podoba. Nawet bardzo.

            Oboje się uśmiechnęli.

            - Pasujecie do siebie – odparł, patrząc gdzieś w dal. Wyglądał na zamyślonego.

            - Cieszę się, że tak uważasz – powiedziała i podążyła za jego wzrokiem.

            Na gałęzi siedział ptak. Co chwilę rozglądał się dookoła, a potem stroszył brązowo – szare pióra; jakby się czegoś bał. Emma z lekcji biologii pamiętała, że zwierzęta wyczuwają zagrożenie. Czyżby ten ptak był zwiastunem jakiejś tragedii? Na samą myśl o tym jej ciało pokryło się gęsią skórką. Emma w tej chwili pragnęła jednego – uciec jak najdalej od tego lasu. Wiedziała jednak, że na razie nie było to wykonalne.

 

***

            Dochodziła godzina dziesiąta. W namiotach nie było już nikogo. Cała grupa rozsiadła się na ławeczkach i jadła śniadanie. Wszyscy wyglądali jak nowonarodzeni oprócz Matta i Emmy. Ta dwójka spała tylko trzy godziny i wyglądała fatalnie.

            - Kto jest za tym, żeby iść nad pobliskie jezioro i trochę popływać? – spytał rozentuzjazmowany Mike.

            - Ja! – wszyscy krzyknęli chórem. Nawet Emma zaaprobowała ten pomysł. Potrzebowała chwili relaksu. Pragnęła chociaż na chwilę zapomnieć o martwym chłopcu, który z niewiadomych powodów zaczął ją prześladować.

            Cała dwunastka ruszyła ścieżką w głąb lasu, która prowadziła do jeziora, znajdującego się nieopodal ich obozowiska.

            - Urywamy się? – szepnął konspiracyjnie Matt, gdy byli mniej więcej w połowie drogi do celu.

            Emma spojrzała na niego z zainteresowaniem.

            - Gdzie? – spytała.

            Chłopak posłał jej szeroki uśmiech.

            - Nad jezioro – wyjaśnił. – Tylko w trochę bardziej ustronne miejsce. Na zachód od głównego kąpieliska jest naprawdę fajny zakątek. Jeśli chcesz, oczywiście.

            Patrzył na Emmę z wyczekiwaniem.

            - Dobra, chodźmy.

            Matt wziął ją za rękę i po cichu oddalili się od przyjaciół. Emma cieszyła się, że spędzi trochę czasu sam na sam z chłopakiem.

C-h-ł-o-p-a-k.

Emma od wczorajszego wyznania Matta, wypowiedziała to słowo w myślach chyba z milion razy i wciąż nie mogła się do niego przyzwyczaić. Zerknęła ukradkiem na towarzysza, a potem doszła do wniosku, że jest szczęściarą. Matt chyba wyczuł, że dziewczyna mu się przygląda, bo odwrócił się do niej i posłał zadziorny uśmieszek.

            - Czemu tak patrzysz? – spytał.

            Emma zawstydzona tym, że ją przyłapał, spuściła wzrok.

            - Po prostu cieszę się, że jesteś.

            - A ja się cieszę, że w końcu mogłem cię pocałować – powiedział, cmokając ją niewinnie w policzek.

 

***

            Po upływie dziesięciu minut dotarli w końcu do tajemniczego zakątka Matta.

            - Jak tu ładnie – powiedziała zachwycona Emma. Rozglądała się wokoło i starała się zapamiętać najdrobniejsze szczegóły: żółte kwiatki, które przyjemnie łaskotały jej łydki; ogromne drzewo, którego cień chronił przed słońcem; ćwierkanie ptaków dochodzące zewsząd; a także uśmiechniętego Matta z uroczymi dołeczkami w policzkach. Zapomniała o zjawie, która ją nawiedzała. W tym momencie liczyło się tylko to, że była tu sama z Mattem.

            Poczuła jak chłopak obejmuje ją w tali i przysuwa bliżej siebie. Jego usta sunęły po szyi Emmy, co wywoływało u niej przyjemne dreszcze.

            - Idziemy popływać? – szepnął jej do ucha. Emma poczuła na policzku ciepło jego oddechu.

            - Z chęcią – odparła ledwie panując nad głosem. Dotyk Matta przyprawiał ją o zawrót głowy. – Ale nie mam stroju.

            - Ja też – roześmiał się i zaczął rozbierać.

            Emma patrzyła w totalnym osłupieniu jak chłopak zdejmuje koszulkę, buty, a potem rozpina spodnie. W końcu stał przed nią tylko w samych bokserkach. Dziewczyna odwróciła wzrok i zrobiła to, co Matt. W samej bieliźnie weszli do jeziora. Woda była przyjemnie ciepła. Emma powoli zaczęła się rozluźniać. Przestała myśleć o tym, że stoi przed Mattem prawie naga. Wędrowała za chłopakiem w głąb jeziora, aż woda zaczęła sięgać im do szyi. Nagle Matt drgnął.

            - Co? – zapytała Emma.

            - Coś mnie dotknęło – wyjaśnij.

            - Pewnie jakiś wodorost. – Emma wzruszyła ramionami.

            - Pew… - Matt nie dokończył, bo nagle znalazł się pod powierzchnią wody.

            - Matt! – wrzasnęła.

            Nabrała powietrza i zanurkowała. Woda jednak była zbyt mętna, żeby można było w niej cokolwiek dojrzeć. Po omacku wierzgała rękoma na prawo i lewo aż w końcu na coś natrafiła. Szarpnęła z całej siły.

            Ręka.

            Chwyciła za nią i zaczęła płynąć w stronę brzegu. Gdy głowa Matta w końcu znalazła się ponad taflą jeziora, chłopak zaczął kaszleć i łapczywie chwytać powietrze. Był mokry, blady, a jakby tego było mało – śmiertelnie przerażony. Emma wyciągnęła go na brzeg. Jego oddech powoli się normował, ale wciąż patrzył na wodę.

            - Co to było? – odważyła się zapytać Emma.

            - N… nie wiem – wyjąkał i znowu zaczął kaszleć. – Coś chwyciło mnie za kostki i wciągnęło. Nie mogłem oddychać, ani się wyrwać. Myślałem… myślałem, że to już koniec.

            Emma pierwszy raz w życiu widziała Matta w takim stanie. Objęła go ramionami i przytuliła. Ciało chłopaka lekko drżało.

            - Nie pozwoliłabym ci umrzeć – powiedziała.

            - Uratowałaś mnie. Dziękuję – odparł, mocniej się do niej przytulając.

            Emma odchyliła głowę na tyle, żeby widzieć jego usta. Potem delikatnie go pocałowała.

            - Boli cię coś?

            Matt kiwnął głową.

            - Nogi – powiedział.

            Wzrok obojga powędrował w dół.

            - Albo nadal jestem w szoku – zaczął Matt – albo te ślady na moich kostkach przypominają odciski dłoni.

            Ciemnofioletowe siniaki pokrywały łydki i kostki chłopaka.

            - To są odciski dłoni; bardzo małych dłoni – powiedziała powoli Emma.

            - Czyli to znowu On. Tylko dlaczego chciał mnie zabić? Przecież mieliśmy mu pomóc.

            - Dowiemy się – oznajmiła stanowczym tonem Emma. – Ale najpierw wróćmy do obozu. Nie zostanę tu ani minuty dłużej.

---------------------------------------------------------------------------------------------

Jeśli chcesz być na bieżąco z postami, polub fanpage na Facebooku ( kliknij tutaj!/ )

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Zabrania się kopiowania i wykorzystywania powyższych tekstów na mocy ustawy z 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U. z 1994r. Nr 24, poz. 83)

 

 

© Zakochana w słowach
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci