Menu

Zakochana w słowach

OPOWIADANIE - Nie bój się strachu (część 2).

nastjabooks

moon1180345_1920

Od autora: Jeśli chcesz być na bieżąco z postami, polub fanpage na Facebooku ( kliknij tutaj!/ )

*

            - Matt, obudź się. - Emma szarpnęła ramieniem śpiącego chłopaka.

            - Błagam cię. Słyszysz?

            Matt przetarł zaspane oczy.

            - Emma? – spytał zdziwiony. – Stało się coś?

            - Tak - wyszeptała.- Właśnie COŚ się stało.

            Matt nie widział dokładnie jej twarzy, bo w namiocie panował półmrok, ale po brzmieniu głosu Emmy wnioskował, że jest przerażona.

            - Powiedz, że mi uwierzysz – poprosiła, przybierając błagalny ton.

            - Uwierzę, tylko powiedz, o co chodzi.

            Emma przysunęła się bliżej Matta. Miała tylko nadzieję, że chłopak jej nie wyśmieje i nie nazwie psychiczną.

            - Widziałam go – wyszeptała.

            - Kogo?

            - Chłopca Z Mroczną Duszą.

            Zapanowała chwila niezręcznej ciszy.

            - Mówiłeś, że mi uwierzysz – jęknęła Emma. Już miała opuścić namiot, kiedy poczuła jak Matt łapie ją za ramię.

            - Poczekaj – wyszeptał. – Naprawdę ci wierzę.

            Emma nie wiedziała, czy to, co nastąpiło później było efektem tego, że Matt jej uwierzył, czy może po prostu od dawna pragnęła to zrobić, najważniejsze jednak, że TO w końcu się wydarzyło, a mianowicie ich usta po raz pierwszy się połączyły.

            Kiedy zbliżyła twarz do Matta, myślała, że chłopak się odsunie, ale on wręcz przeciwnie, dał jej sygnał, że też tego chce. Całowali się dłuższą chwilę, dopóki oboje nie musieli zaczerpnąć tchu. Potem patrzyli na swoje twarze, oświetlane jedynie przez światło dogasającego ogniska. Teraz Emma miała pewność, jeśli chodzi o uczucia Matta. Podobała mu się i nie było, co do tego żadnych wątpliwości.

 

***

            - Opowiedz o tym jak Go zobaczyłaś – poprosił Matt, przerywając ciszę, jaka zapanowała po ich wcześniejszym pocałunku.

            - Próbowałam zasnąć, ale gdy tylko zamykałam oczy, widziałam tych zabitych chłopaków. Usiadłam i wtedy Go… zobaczyłam. Siedział skulony naprzeciwko mnie i jakby lekko się kołysał. Potem wstał… był bardzo niski; jak dziecko… bałam się wykonać jakikolwiek ruch, a On tak po prostu zostawił mnie i wyszedł.

            Emma skończyła opowiadać. Wiedziała, że wszystko to było takie nierealne, ale nie potrafiła wmówić sobie, że cała ta sytuacja nie miała miejsca.

            - Widziałaś jego twarz? – spytał Matt.

            - Nie, było zbyt ciemno – odparła Emma i w tym samym momencie coś sobie uświadomiła. – Czekaj… Naprawdę mi wierzysz?

            - Jasne, że tak. Mówiłem, w tym lesie coś jest.

            Emma w tej chwili poczuła nagły przypływ szczęścia. Opowiedziała właśnie historię nie z tego świata, w którą sama ledwie wierzyła, a on nie nazwał jej wariatką. Teraz była pewna, że może mu ufać.

            - Wiesz… Wydaje mi się, że on jest tak jakby martwy.

            - W jakim sensie? – spytał zaciekawiony Matt.

            - Kiedy tam ze mną siedział, nagle zrobiło się strasznie zimno; jakbym była w jakiejś chłodni. Myślę, że on jest zjawą, albo duchem.

            Znowu zapadła niezręczna cisza. Obydwoje pogrążyli się w myślach. Cała ta sytuacja wydawała się absurdalna i zaczynała przypominać jakiś niskobudżetowy horror. Emma znów miała przed oczami wisielców. Czy oni też tak skończą?

            - Matt? – odezwała się niepewnie. – Chyba powinniśmy się stąd wynosić, zanim skończymy powieszeni na drzewach.

            Te słowa napawały ją strachem, ale wiedziała również, że powinni zacząć działać, zanim będzie za późno.

            - Przeszło mi to przez myśl – odparł Matt. – Ale oprócz nas jest tutaj jeszcze dziesięć osób. Widziałaś jak zareagowali na moją opowieść

            Emma czuła, że ogarnia ją fala paniki. Musiała wziąć kilka głębszych oddechów, żeby się uspokoić.

            - To, co zrobimy? – spytała. – Nie chcę jeszcze umrzeć; nie w taki sposób…

            Matt objął ją swoim ramieniem.

            - Gdyby chciał cię zabić, miał ku temu okazję – wyszeptał. – Myślę, że On czegoś chce.

            Emmie też wcześniej chodziło to po głowie. Przecież duchy nie przychodzą ot tak do lasu i nie wieszają ludzi na drzewach.

            - Tylko jak mam się dowiedzieć, czego?

            - Spytaj Go.

            Emma myślała, że się przesłyszała. Na samą myśl o tym, że miałaby porozmawiać ze zjawą, przeszły ją ciarki.

             - Nie ma mowy – gwałtownie zaprzeczyła. – To chore. Nie chcę rozmawiać z martwym chłopcem.

            - A co, jeśli to będzie konieczne, żeby utrzymać nas przy życiu? Przyjechaliśmy tutaj na cztery dni. Nie możemy powiedzieć innym, bo i tak nam nie uwierzą. Emmo, cztery dni, tyle potrzebujemy, żeby przeżyć.

            Dziewczyna była przerażona. Właśnie działo się cos nierealnego, a ona stała się główną postacią tej okropnej historii. Może Matt nie ma racji… Co, jeśli chłopiec wróci i ją zabije?

            - Boję się – przyznała otwarcie.

            - Ja też – odparł Matt. – Czuję się, jakbym utknął w koszmarze i nie mógł się obudzić. Ta cała sytuacja wydaje się taka…

            - nieprawdziwa – dokończyła Emma.

            - Tak… nieprawdziwa.

            - Dobrze, pogadam z nim, jeśli wróci. - Dziewczyna nie była do końca pewna, czy to dobry pomysł. Ale co, jeśli miał być ich jedynym ratunkiem?

            - Naprawdę?

            - Tak, zrobię to. - Emma zaczęła wyczołgiwać się z namiotu.

            - Poczekaj… Teraz?

            - Chcę to zrobić jak najszybciej.

            - Nie zostawię cię z tym samej. Idę z tobą – oznajmił stanowczo Matt.

            Bał się spotkania z Chłopcem O Mrocznej Duszy, ale jeszcze bardziej bał się o Emmę. Chyba zaczynał się w niej zakochiwać i nie chciał jej stracić.

 

***

- Tutaj widziałam Go ostatni raz – powiedziała Emma, wskazując na swój namiot.

Matt poszedł w tamtą stronę i poświecił latarką do środka.

- Cholera – zaklął. – Emma, musisz to zobaczyć.

Dziewczyna wetknęła głowę do namiotu i zamarła. Na ściance, w miejscu, gdzie wcześniej siedziała zjawa, widniał napis.

- POMÓŻ MI, EMMO – wyszeptała przerażona dziewczyna. – Zaraz… Skąd On do diabła, zna moje imię?!

- Nie mam pojęcia – odpowiedział chłopak. – Poczekaj, czy to krew? – Dotknął ciemnego napisu, a potem spojrzał na swoje palce. Były oblepione zakrzepłą, ciemną substancją. Poczuł, że robi mu się niedobrze. Wyskoczył z namiotu jak oparzony. Oddychał ciężko i z całych sił próbował zwalczyć wzbierające w nim mdłości.

- Wszystko w porządku? – usłyszał za plecami.

Dziewczyna podeszła i dotknęła jego ramienia.

- Nic nie jest w porządku! – Chłopak przestał panować nad własnym głosem. Po chwili jednak uświadomił sobie, że nie są sami, dlatego postanowił zamilknąć.

Dziewczyna nie odpuszczała. Podeszła i przytuliła go najmocniej jak umiała.

- Wszystko będzie dobrze – szeptała mu do ucha, choć sama tak naprawdę nie wierzyła w ani jedno swoje słowo. – Rozwiążemy tę sprawę.

            Matt odsunął się na kilka centymetrów, żeby widzieć twarz Emmy.

            - A jeśli nam się nie uda? Tam było twoje imię napisane krwią.

            Emma się zamyśliła. Duch przyszedł do niej; nie zrobił jej żadnej krzywdy, wręcz przeciwnie – zostawił jej wiadomość z prośbą o pomoc. To wszystko nie trzymało się kupy. Czy do tamtych chłopaków też przyszedł po pomoc, a gdy odmówili, w akcie zemsty zadźgał ich i pouwieszał na drzewach jak bombki? Ta zagadka robiła się coraz bardziej skomplikowana, a to sprawiało, że Emma pragnęła odkryć prawdę.

            - Rozwiążemy to i przeżyjemy, rozumiesz? – Spojrzała chłopakowi prosto w oczy.

            Matt wziął głęboki wdech.

            - Chyba wiem, czemu się w tobie zakochałem – próbował się uśmiechnąć, ale był zbyt spięty, co sprawiło, że jego uśmiech bardziej przypominał grymas bólu.

            Serce Emmy znacznie przyspieszyło. Takiego wyznania się nie spodziewała. Miała nadzieję, że chłopak coś do niej czuje, ale nie przypuszczała, że w końcu te wyimaginowane uczucia staną się realne.

            - Tak? – Dziewczyna próbowała zachować neutralny ton głosu, ale niezbyt jej to wychodziło.

            - Zawsze byłaś inna. Siedziałaś w ostatniej ławce, mało mówiłaś, a gdy w końcu się odezwałaś, zawsze było to jakieś mądre i sensowne zdanie. Wyglądałaś na taką drobną, niepozorną dziewczynę, ale gdy trzeba było, zawsze walczyłaś do samego końca. Tak jak teraz. Jestem przerażony, bo uwziął się na nas jakiś upiorny chłopiec, a ty chcesz mu pomóc i wcale nie wyglądasz jakbyś się bała.

            To wyznanie sprawiło, że Emma jeszcze bardziej pokochała tego przystojnego chłopaka. Wiedziała jednak, że ostatnie zdanie nie mówiło prawdy.

            - Matt… - zaczęła. – Ja się nie tylko boję; ja jestem cholernie przerażona. Obejrzałam w życiu jeden horror i przez cały film miałam zamknięte oczy.  Jestem tchórzem. Gdyby nie ty, nie byłabym taka odważna.

            - Jesteś odważna – odparł Matt. – Tylko jeszcze o tym nie wiesz – dodał. Potem zbliżył swoją twarz do Emmy i już drugi raz w ciągu tej nocy poczuł smak jej ust. Całował ją powoli, delektując się chwilą. Potem delikatnie musnął wargami jej czoło.

            - Chyba cię kocham, Emmo – szepnął.

            - Ja też cię chyba kocham, Matt – odpowiedziała Emma drżącym głosem.

            Ta romantyczna chwila została jednak przerwana.

            - Słyszałaś? – Pierwszy odezwał się Matt, którego ciało w mig pokryło się gęsią skórką.

            - To… to był chyba płacz dziecka – Emma ledwie mogła wymówić te słowa.

            - Myślisz, że to On?

            Dziewczyna włączyła drugą latarkę.

            - Sprawdźmy.

            Ruszyła w gęstwinę krzaków, z której wcześniej dobiegł ich płacz małego dziecka. Poczuła, że Matt chwyta ją za rękę. Dodało jej to jeszcze więcej odwagi. Im dalej zagłębiali się w las, tym płacz stawał się cichszy, aż w końcu całkowicie ustał. Chłopak mocniej ścisnął dłoń Emmy. Mroźny podmuch wiatru owionął ich ciała. Oboje zadrżeli. Nie przestawali jednak iść. Drogę oświetlały im tylko strumienie światła z latarek. Emma poczuła szarpnięcie. Matt, który jeszcze chwilę temu trzymał ją za rękę, teraz leżał na ziemi. Nie leżał jednak sam. Obok niego znajdowało się coś, co przypominało wilka. Matt wydał z siebie stłumiony okrzyk i z obrzydzeniem dźwignął się z ziemi. Emma kucnęła, ale gdy uderzył w nią smród rozkładającego się ciała, odskoczyła do tyłu, wpadając prosto w ramiona równie przerażonego i obrzydzonego Matta.

            - To…

            - Tak, padlina – dokończył chłopak. – Boże, jak to śmierdzi!

            Leżące zwłoki w niczym nie przypominały wilka, który jeszcze niedawno mógł biegać po lesie. Skóra powoli odpadała od kości, odsłaniając tym samym nitki mięśni i złączone ścięgna. Z gnijącego mięsa wypełzały obrzydliwe, białe larwy. Pysk był w porównaniu do reszty ciała w dość dobrym stanie, nie licząc oblepionej krwią szczęki i ziejących pustką oczodołów, z których wysuwały się resztki mózgu.

            Ten widok wzbudził odrazę nie tylko w Emmie, ale i w jej towarzyszu.

            - Poczekaj – odezwał się nagle Matt. – Tam coś jeszcze jest. – Poświecił latarką obok gnijącego truchła. Drobne kamyki rozrzucone obok padliny układały się w jedno słowo – EMMA.

            - To musiał być On – powiedziała dziewczyna. – Zwabił nas tutaj.

            - Tylko dlaczego akurat w to miejsce? I czemu nie napisał nic więcej oprócz twojego imienia?

            - Zbyt wiele pytań - westchnęła dziewczyna. – Wracajmy do obozu. Wrócimy tu rano jak się rozwidni.

Matt objął ją ramieniem i przytulił.

            - Gorzej już chyba nie mogliśmy uczcić zakończenia szkoły – westchnął.

            - Nie mogę się z tym nie zgodzić – roześmiała się Emma, wtulając twarz w ramię Matta i wdychając jego cudowny zapach.

--------------------------

Zabrania się kopiowania i wykorzystywania powyższych tekstów na mocy ustawy z 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U. z 1994r. Nr 24, poz. 83).

 

 

 

 

© Zakochana w słowach
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci