Menu

Zakochana w słowach

RECENZJA- Jennifer Niven "Wszystkie jasne miejsca"

nastjabooks

20161203_2103541

 

Violet Markey to nastolatka, która nie ma lekko. Z pozoru uśmiechnięta, szczęśliwa dziewczyna, a w środku pełna bólu i rozpaczy.  Czuje się tak, odkąd straciła ukochaną siostrę Eleanor. Codziennie odlicza dni do zakończenia roku szkolnego.  Nic więcej nie ma znaczenia.

 

Theodore Finch to również nastolatek, ale totalne przeciwieństwo Violet.  Theo oprócz skomplikowanych relacji z ojcem, boryka się również z problemami natury psychicznej. Budząc się rano, zadaje sobie tylko jedno pytanie, tak bardzo dla niego ważne, a mianowicie - czy to dobry dzień, by umrzeć? Obsesyjnie wyszukuje również w sieci różne sposoby pozbawienia się życia, a także ich wady i zalety.  Tak, Finch jest specyficzny, a szczególnie, kiedy codziennie jest inną osobą. Rockman? Bezdomny? Oczywiście! Wszystko, aby tylko nie być prawdziwym Theodorem Finchem.

 

“Wszyscy jesteśmy sami, uwięzieni w naszych ciałach i umysłach, a wszelkie towarzystwo, jakie mamy w tym życiu, to powierzchowna i przelotna sprawa.”

 

Pewnego dnia tych dwoje osobników, w końcu się spotyka w bardzo osobliwych okolicznościach. Czy szczyt szkolnej wieży, to zwyczajne miejsce spotkań? Tak, ale tylko, jeśli chcesz popełnić samobójstwo.  Zarówno Violet, jak i Finch, chcieli ze sobą skończyć, tym razem jedno dla drugiego, stało się wybawieniem.  

Na szczęście nie stanęło na tym jednym spotkaniu, ponieważ Violet oraz Theodore zostali partnerami na geografii. Muszą zrobić wspólny projekt - zwiedzić i opisać dziwne, tajemnicze oraz cudowne miejsca Indiany.  Violet uczy się żyć od chłopaka,  który codziennie myśli o śmierci, natomiast Finch uczy się od Markey, jak ufać ludziom.  

 

Jennifer Niven ze zwykłej historii dwojga nastolatków, stworzyła coś niezwykłego.  Pokazała, że ktoś, kto codziennie się uśmiecha, albo kryje za zbyt luźnymi ubraniami, tak naprawdę krzyczy o pomoc.  Uśmiech może być tylko maską, a luźne ubrania, niemym wołaniem o pomoc.  

 

“Nie zawsze jesteśmy w stanie dostrzec, co jest grane, jeśli druga osoba nie chce, żebyśmy to widzieli. Szczególnie jeśli zadaje sobie ogromny trud, by to ukryć.”

 

Ale nie tylko tę kwestię poruszyła. Na przykładzie Violet i Fincha mogliśmy zobaczyć, jakie skutki może nieść raz zawiedzione zaufanie.  

 

Książka złamała mi serce i niestety, nie skleiła go na nowo. Ta historia była tak prawdziwa, że podczas czytania, niejednokrotnie miałam dreszcze.  Słodko - gorzka opowieść o młodzieńczej miłości, wołaniu o pomoc oraz radzeniu sobie ze stratą.  Czego chcieć więcej?

 

Fincha pokochałam od pierwszej strony.  Kibicowałam mu cały czas. Niestety decyzja, jaką podjął, była dla mnie całkowicie niezrozumiała. Nie będę tutaj wdawała się w szczegóły, bo to byłoby ogromnym spoilerem, ale jedno powiem na pewno- jak mogłeś, Finch?!

 

Powieść “Wszystkie jasne miejsca” nie należy do lekkich książek. Jest z rodzaju tych, które na długo pozostają w pamięci, skłaniają do refleksji oraz zmieniają nasz światopogląd. Polecam ją wszystkim zagubionym, stojącym na rozdrożu życia, albo po prostu osobom, które lubią sobie popłakać podczas czytania. Ta powieść jest naprawdę warta każdej łzy. Zdecydowanie.

 

“(...) nie chodzi o to, co się ze sobą zabiera, ale o to, co się zostawia…”

 

Tytuł: Wszystkie jasne miejsca

Autor: Jennifer Niven

Wydawnictwo: Bukowy Las

Data wydania: 2015

Tłumaczenie: Donata Olejnik

Liczba stron: 424

© Zakochana w słowach
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci